Niczym Dżoana z Tapl Madl z wdziękiem na w formie ekstremalnej, zalałam laptopa. Dwa duże chlusty i ekran padł nim zdążyłam go wyłączyć, więc cóż... czarno to widzę. Zazwyczaj w takich sytuacjach mówi się - Nie wpadaj w panikę! Co zrobiłam? Oczywiście, że wpadłam w panikę, wykrzykując niecenzuralne słowa i próbując zetrzeć i strzepać wino z klawiatury. Po czym go wyłączyłam, położyłam do góry nogami i czekałam aż wyschnie. I nic :( Laptop kaput... Oby udało się odzyskać dane.
Z tego też powodu wchodzę tylko na raz, dwa i odpisuję na komentarze, nawet nie ma człek jak porządnej notki napisać.
W związku z tym szukam nowego sprzętu w wersji kompaktowej. Ktoś jest w stanie coś polecić?