Ostatnie kilka dni po powrocie nie należało do najprzyjemniejszych, czytaj przyszła teściowa, która jak się okazało, potrafi zaleźć za skórę, jak mało kto i skutecznie zniszczyć dobry nastrój. Nie to, żebym się żaliła, ale niekiedy taka straszna teściowa, jak ją malują.
Dobre samopoczucie legło w gruzach a z nim chęci działania. Wczoraj wieczorem powiedziałam sobie dość biadolenia, olej to. I tak powstała lala numer dwa. Tym razem malowanie poszło mi chyba ciut lepiej, co nie zmienia faktu, że muszę zaopatrzyć się w zestaw farb akrylowych.
Na koniec pochwalę się, że jutro K. zabiera mnie na spektakl Polskiego Teatru Tańca, w celach poprawienia humoru. Wie chłopak, co robi ;)